wtorek, 24 kwietnia 2018

Ambra, lane perfumy francuskie

Każda kobieta lubi otulać się pięknymi, wytrzymałymi zapachami, które będą towarzyszyły nam w danym elemencie dnia bez obawy o szybkie wywietrzenie. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam dwa lane francuskie perfumy Ambra o nr 228 oraz 172. Oba perfumy znajdują się w takich samych, minimalistycznych, ale sporych flakonach.

Donatella tworząc Versace 'Bright Crystal', pragnęła stworzyć perfumy świeże i kwiatowe. Świetlisty, kryształowy flakon Versace 'Bright Crystal' kryje orzeźwienie, odurzającą moc kwiatów, oraz zmysłowość - podane w najbardziej eleganckiej i luksusowej formie.
Nuta głowy: owoc granatu, yuzu, akord mrozu
Nuta serca: magnolia, piwonia, kwiat lotosu
Nuta bazowa: ambra, drewno mahoniowe, piżmo

Nie ma co ukrywać, że zapach Bright Crystal od Versace jest jednym z moich ulubionych. Wzdycham do nich od dłuższego czasu, ale cena jest jak dla mnie nieco za wysoka, abym mogła pozwolić sobie na taki wydatek. Ucieszyłam się, gdy znalazłam go wśród innych zapachów i od razu dodałam do koszyka. Po otrzymaniu paczki i powąchaniu perfum wiedziałam, ze to jest to! Idealnie odwzorowany zapach Versace. Piękny, kwiatowy, bardzo kobiecy. Jest jednak wyjątek. Praktycznie po godzinie czy dwóch w ogóle go nie odczuwam! Nie wiem czy to moja skóra jest tak odpychająca trwałość nieoryginalnym perfum, ale zapach ulatnia się szybko. Jestem zawiedziona, bo zapach jest przepiękny.

Damska woń ETERNITY NOW kontynuuje tradycję marki Calvin Klein związaną z kwiatowymi kompozycjami i otwiera się śmiałym wybuchem świeżości dzięki soczystej nektarynki, smakowitego liczi oraz sorbetu z pigwy. Nuty otulają skórę lekkimi owocowymi akordami i emanują młodzieńczą energią. Serce zapachu zakwita bukietem piwonii, kwiatami brzoskwini i płatkami neroli prowadząc do bazowych akordów miękkiego kaszmiru, woni zmysłowego ambroxu i cennego piżma. Zapach opowiada o uwodzeniu, stąd jego moc pięknej miłosnej historii, która ma się za chwilę wydarzyć.
Nuta głowy: liczi, pigwa i sorbet
Nuta serca: piwonia, kwiat brzoskwini i neroli
Nuta bazowa: drzewo kaszmirowe, ambroksan i piżmo

Drugi zapach, czyli Eternity Now od Calvin Klein brałam całkowicie w ciemno. Jeśli czytacie mnie uważnie, to wiecie, że wyobrażenie sobie zapachów jest dla mnie bardzo trudne. Niby wiem jak pachną osobno składniki, ale złożenie ich razem nigdy nie daje dobrych efektów.Wyobrażałam sobie go zupełnie inaczej. Myślałam, że będzie bardziej delikatny, kwiatowy, podobny nieco do Versace. Jednak jest jego zupełną przeciwnością. W moim odczuciu 172. jest bardziej orientalny, ciężki. Dla starszych, eleganckich kobiet. Starszych, czyli w okolicy 30-50 lat, nie koniecznie seniorek po 60. roku życia. Zdecydowanie pasuje do dyrektorów, prezesów, właścicieli firm czy na wieczorne wyjścia. Dla mnie, jako młodej mamy, pełnej życia z mnóstwem pomysłów na minutę jest zbyt oficjalny. Dlatego powędrował do mojej mamy. A jak z trwałością? Podobnie do Versace, chociaż w tym przypadku nawet mi to nie przeszkadzało.

Z tego duetu bardziej (chyba nawet najbardziej) podoba mi się pierwszy perfum. Gdyby jego trwałość była troszkę dłuższa uznałabym go za swój tani ideał, bo przecież jest spora przepaść w cenie.

Znacie lane perfumy Ambra? Lubicie Versace lub Calvin Klein? Który z tego duetu jest waszym faworytem?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Wygraj jeden z pięciu zestawów lakierów hybrydowych!

Dziewczyny! Dziś konkurs dla każdej paznokciomaniaczki. Do wygrania jest jeden z pięciu zestawów lakierów hybrydowych marki MAGA (kolory lakierów wybierzecie wg własnych upodobań). Zgłoszenia odbywają się poprzez Facebook, Instagram lub bloga.
Poniżej przedstawiam Wam wszystkie wymogi, które należy spełnić, aby wziąć udział w naszym konkursie.

BLOG:
1. Obserwator bloga www.Asiulcowa.pl
2. Wklejona grafika konkursowa
3. Polubiony FanPage marki MAGA
4. Rejestracja w sklepie on-line
5. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?

INSTAGRAM:
1. Obserwator profilu AsiulcowaPl
2. Obserwator profilu Maga.CreateYourWorld
3. Udostępniona publicznie grafika konkursowa
4. Polubiony FanPage marki MAGA
5. Rejestracja w sklepie on-line
6. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?
7. Zaproszone dwie osoby

FACEBOOK:
1. Obserwator FanPage Asiulcowa Beauty
2. Polubiony FanPage marki MAGA
3. Udostępniona publicznie grafika konkursowa
4. Rejestracja w sklepie on-line
5. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?
6. Zaproszone trzy osoby

REGULAMIN
  1. Organizatorem konkursu są: właścicielka bloga www.Asiulcowa.pl oraz sklep internetowy www.sklep.maga-lab.pl.
  2. Sponsorem nagrody jest właściciel sklepu www.sklep.maga-lab.pl.
  3. Konkurs trwa od 23 kwietnia br. do 07 maja br. godz. 23:59.
  4. Uczestnik może zgłosić się za pośrednictwem bloga Asiulcowa, Facebooka lub Instagrama.
  5. Aby wziąć udział w konkursie należy poprawnie wypełnić wzór zgłoszenia, który podany jest powyżej regulaminu.
  6. Wyniki zostaną ogłoszone w terminie 7 dni roboczych od dnia zakończenia konkursu.
  7. Pięciu zwycięzców ma czas do 5 dni roboczych na przesłanie na adres e-mail asiulcowa.pl@gmail.com swoich danych adresowych. Jeśli po upływie terminu nie otrzymam informacji wybrana zostanie kolejna osoba.
  8. Wysyłka nagrody odbywa się tylko na terenie Rzeczpospolitej Polskiej.
  9. Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 19.11.2009 r. o grach hazadrowych (Dz.U.09.201.1540 z póź. Zm.)

Powodzenia!
Czytaj dalej »

niedziela, 22 kwietnia 2018

Odchudzający Masażer Antycelulitowy 6-głowicowy ME7722

Każda z nas marzy o pięknym ciele bez cellulitu i dodatkowych kilogramów. Przed ślubem bardzo systematycznie chodziłam na specjalną bieżnię z ultradźwiękami i podciśnieniem oraz rolki - sporej wielkości obracający się wałek, na którym było mnóstwo mniejszych wałków, ustawiałam wtedy szybkość masowania i intensywność. Po ślubie zaszłam w ciążę, więc ćwiczenia nie były możliwe - przecież w stanie błogosławionym większość kobiet wygląda kwitnąco, ja również. Po porodzie do swojej wagi i sylwetki wróciłam w tydzień. Nie wiem jak to się stało, ale narzekać nie będę. Mieszczę się w swoją ukochaną sukienę i to jest świetne! Jednak teraz, gdy zbliża się lato, a ja planuję wyjazdy, postanowiłam ponownie wrócić do masażu, ale już w domu. Z pomocą przyszedł mi Odchudzający Masażer Antycelulitowy 6-głowicowy ME7722.
Masażer jest niewielkiej wielkości, waży ok. 800 g. Podczas dłuższego masażu można odczuć jego ciężar, ale jest to na plus, ponieważ dzięki temu lepiej oddziałuje na skórę. Przed włączeniem nakładam wybraną głowicę, niżej pokaże Wam moje 3 ulubione. Do wyboru jest ich 6:

  • głowica falista - jest ona najdelikatniejsza. Moim zdaniem przygotowuję skórę i jej głębsze partie na to, co nadejdzie. 
  • głowica z trójkątami - jej wałki zawierają wiele ułożonych równolegle trójkątów. Jest to drugi etap w przypadku redukcji cellulitu
  • głowica z kolczastą rolką - jest najbardziej ostrą i mocno penetrującą głowicą ze wszystkich. Dzięki niej można zadbać o poprawę jędrności skóry.
  • głowica kulkowa - świetnie się sprawdza w okolicy brzucha, jeśli ma się np. zaparcia, dzięki właściwościom rozluźniającym
  • głowica palcowa - jest stosowana do redukcji tłuszczu. 
  • głowica wałkowa - nie używałam jej jeszcze, ale myślę, że będzie porównywalnie działała do głowicy z trójkątami.

 Po włączeniu ustawiam poziom - pierwszy lub drugi. Drugi poziom ma dodatkową funkcję podgrzewania. Na koniec intensywność. Lubię, gdy masażer działa mocno, więc zazwyczaj ustawiam wszystko na ful. Przez swoją pracę wytwarza dźwięk mocnego wibrowania, dlatego staram się nie używać go przy dziecku, ażeby się nie przestraszyła.
W moim przypadku, masażera najczęściej używam na uda i bryczesy, dlatego mam zawsze włączony poziom drugi z największą intensywnością oraz na podróbek. 
Po założeniu głowicy można ją dodatkowo zabezpieczyć specjalną nakładką z materiałem. Po dokładnym przetestowaniu zrezygnowałam z niej ponieważ w pewnym stopniu łagodziła działanie masażera, ale jeśli któraś z Was obawia się, że taki masaż może spowodować ból czy dyskomfort, śmiało możecie ją nadkładać. 
Jak już Wam wyżej wspominałam używam trzech, które najbardziej lubię. Jest to głowica falista, głowica z trójkątami oraz głowica kolczasta. 
Na uda i bryczesy najchętniej wykonuję masaż ostatnią z głowic. Obawiałam się bólu, bo podczas pracy masażera cała końcówka wraz z głowicami wykonuje mnóstwo ruchów, a rolki na które chodziłam sprawiały wrażenie mocnego nakłuwania masowanej części ciała. Po pierwszym razie wiedziałam jednak, że to nic nie boli, a efekty widoczne są bardzo szybko. Głowica kolczasta służy wygładzenia i ujędrnienia skóry. Kolce nie są ostre, ale wyczuwalne podczas masowania. Skóra jest mocno zaczerwieniona, co w ogóle mi nie przeszkadza. Używałam go codziennie i gołym okiem widać, że moje słabe punkty są zdecydowanie mniejsze. Myślę, że w połączeniu z fajnym żelem, który pomaga w spalaniu cellulitu, w krótkim czasie mogę osiągnąć efekty, na które musiałabym sporo pracować.
A co z moim podbródkiem? Na bodajże trzy miesiące przed ślubem ukazał się drugi podbródek. Wieczorem go nie było, a rano już się ukazał. Nie był on wielkich rozmiarów, ale powodował dyskomfort - głównie psychiczny. Próbowałam zabiegu karboksyterapii. Pod skórę miałam wstrzykiwany dwutlenek węgla. Nie było to przyjemne, powodowało ból, którego nie byłam w stanie wytrzymać. Nie jestem jakoś słabo wytrzymała. Przeżyłam ciężki, naturalny poród z podwójnym nacięciem, które bardzo wyraźnie i mocno czułam, ale mimo to niechętnie powracam do wspomnień o karboksy. To tak, jak gdyby dostawać po prostu w twarz z mocnego ciosu rękawicą bokserską. Chciałam zabieg powtórzyć, ale koniec końców zrezygnowałam. Po dwóch latach postanowiłam, że na swoją odpowiedzialność (bo kto nie ryzykuje nie pije szampana) wypróbuje masażera. Na pierwszy ogien wybrałam głowicę kulkową. To nie była dobra opcja. Po włączeniu urządzenia i przyłożeniu do skóry trochę mnie pobiło. Wybrałam najłagodniejszą głowicę falistą na drugim poziomie z intensywnością mniej więcej w połowie. Masowałam przez 10 minut starając się uwzględnić cały podbródek, ale uważając aby za mocno nie docisnąć go do krtani, ponieważ powodował uczucie duszenia. Wibracje, które są wytwarzane są naprawdę bardzo przyjemne. Nic nie boli, ale jest uczucie mocnego masowania. U mnie nie powoduje to żadnego dyskomfortu. Zauważyć można jak cała skóra mocno faluje. Po skończonych 10 minutach w pierwszym razie od razu zauważyłam pozytywne efekty. Zastanawiałam się czy to tylko mi się wydaje, dlatego zapytałam o zdanie moją mamę, która potwierdziła, że jest to widoczne. Tym sposobem metoda ta stała się moim małym ratunkiem. 
Jeśli borykacie się z problemem skórki pomarańczowej i nie wiecie jak sobie z nią poradzić, polecam Wam ten masażer. Mi pomógł i mam nadzieję, że Wam również. 

Jakich sposobów używacie na redukcję cellulitu? Używałybyście masażera?
Czytaj dalej »

sobota, 21 kwietnia 2018

Sylveco, lekki krem rokitnikowy, krem brzozowo-rokitnikowy i pomadka ochronna

Markę Sylveco znają chyba wszystkie bloggerki. Być może nie każda z Was testowała ich kosmetyki, ale na pewno nie raz i nie dwa czytała recenzję. Sylveco to polski producent kosmetyków naturalnych, powstających z pasji i fascynacji bogactwem otaczającej przyrody. Także i ja miałam przyjemność testować trzy kosmetyki, z których musiała zrezygnować na rzecz swojej kuracji retinolem, która mam na dzieję przyniesie mi wymarzone efekty. Dwa kremy oddałam mamie, a pomadkę nadal mam ja.

LEKKI KREM ROKITNIKOWY
Skóra zmęczona, szara i ziemista, pozbawiona blasku lub przesuszona, z pierwszymi oznakami starzenia, wymaga wzmocnienia i rewitalizacji. Lekki krem rokitnikowy, z bogatym w substancje odżywcze olejem z owoców rokitnika, zapewni skórze prawdziwy zastrzyk witamin, wyrówna koloryt i przywróci blask.

Hypoalergiczny lekki krem rokitnikowy jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery i zapewnia ochronę skóry z oznakami starzenia. Zawiera bogaty w witaminy i mikroelementy olej rokitnikowy, o wyjątkowym działaniu odżywczym, rewitalizującym i wzmacniającym. Ekstrakt z kory brzozy, dzięki właściwości pobudzania syntezy kolagenu i elastyny, skutecznie opóźnia proces powstawania zmarszczek. Naturalne oleje roślinne i masło karite odbudowują warstwę wodno-lipidową i w połączeniu z alantoiną zapewniają skórze szybkie ukojenie. Ekstrakt z aloesu przywraca właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza skórę przed negatywnym wpływem środowiska. Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, zawierający saponiny, ułatwia wnikanie składników aktywnych głębiej do skóry. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu.

WSKAZANIA: do pielęgnacji skóry zmęczonej, ze zmarszczkami, szarej i ziemistej, pozbawionej blasku, przesuszonej; w przypadku trądziku różowatego, rozszerzonych naczynek.

Dobre efekty uzyskamy stosując równolegle krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną na noc, w celu lepszego odżywienia skóry.

Przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Pojemność: 50 ml.

SKŁAD: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate,Hippophae Rhamnoides Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract.
Krem występuje w 50 ml tubce z wygodną pompką, która (jak już wiecie) dla mnie jest najlepszym rozwiązaniem w każdym kosmetyku pielęgnacyjnym. Działa ona bardzo sprawnie, ale jedno jej naciśnięcie wydobywało za dużo kosmetyku na moją twarz, więc stosowałam pół-pompki. Krem jest koloru kogla-mogla, chociaż zauważyłam, że lubi się nieco rozwarstwiać i występują w nim co najmniej 3-4 odcienie żółci. Rozsmarowuje się łatwo i przyjemnie. Ma lekko tłustą konsystencje, która nie każdemu może przypaść do gustu. Dzięki swojej żółtej barwie używałam go tylko na noc. Moja cera po dokładnej aplikacji zyskiwała kurczaczkowy odcień. Dziwnie to wyglądało, więc postanowiłam, że w ciągu dnia na pewno go nie użyję. Zapach jest dla mnie całkowitą nowością. Jeśli to rokitnik, nie jest to zabójczo piękny aromat, ale utrzymuje się statystycznie długo.
Krem po rozsmarowaniu bardzo szybko się wchłania, pozostawiając żółty, lekko oleisty film. Moja cera jest po nim bardzo miękka w dotyku i dobrze nawilżona Niestety u siebie nie zauważyłam innym efektów. Jednak myślę, że osoby z ziemnistą czy szarą cerą mogą być z niego zadowolone, bo właśnie dzięki kolorowi tego kremu ich cera nabierze ładniejszego i zdrowszego kolorytu.

Owoce rokitnika zwyczajnego stanowią od wieków prawdziwą skarbnicę witamin i mikroelementów. Duża zawartość oleju rokitnikowego w kremie, przejawiająca się charakterystycznym zabarwieniem, to dla skóry gwarancja odżywienia i odnowy. Krem dzięki bogatej konsystencji, pielęgnuje szczególnie cerę dojrzałą, z rozszerzonymi naczynkami i która utraciła zdrowy koloryt.

Hypoalergiczny krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną nie zawiera konserwantów ani kompozycji zapachowych, dzięki czemu jest szczególnie polecany dla skóry wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Główne substancje aktywne – betulina i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy – łagodzą i regenerują skórę. Krem został wzbogacony olejem z rokitnika, zawierającym przeciwutleniacze: witaminę C i karotenoidy, które mają właściwości odżywcze, gojące i ochronne – wspomagają naturalną odnowę komórek.

Na co dzień zaleca się stosowanie również uzupełniająco lekkiego kremu rokitnikowego, który zapewniając skórze długotrwałe nawilżenie, wyrównuje koloryt i przywraca blask.

Przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Pojemność: 50 ml.

SKŁAD: Aqua, Glycine Soja Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Cera Alba, Vitis Vinifera Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Betulin, Sodium Stearate, Citric Acid.
Krem znajduje się w słoiczku o pojemności 50 ml. W swojej konsystencji po rozsmarowaniu nie wiele różni się wyżej opisywanego. Również jest lekko tłusty. To co zdecydowanie ich różni to to, że krem z betuliną jest bardziej zwarty. Kolorem przypomina krem z dyni, ale pachnie identycznie jak lekki krem rokitnikowy.
Użyłam go zaledwie parę razy. Przeszkadzała mi w nim ta konsystencja i fakt, że moja twarz przybierała żółtego zabarwienia, jakbym miała żółtaczkę. Nie jestem szczególnym zwolennikiem takiego odcienia, pomimo że na zabarwienie wpłynął olej rokitnikowy. Staram się unikać wszystkiego co oleiste w swojej pielęgnacji, więc także inne olejki (które bardzo lubiłam) odeszły w kąt. Z opisu producenta wynika, że nie jest to krem do mojej cery. Jednak mogę Wam zapewnić, że po wchłonięciu zauważyłam delikatne złagodzenie moich czerwonych miejsc na twarzy, która była widocznie zregenerowana.

ROKITNIKOWA POMADKA OCHRONNA O ZAPACHU CYNAMONU
Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.

Produkt przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Waga: 4.6 g.

SKŁAD: Glycine Soja Oil, Cera Flava, Lanolin, Sea Buckthorn Oil, Butyrospermum parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Betulin, Cera Carnauba, Cinnamonum Zeylanicum Bark Oil.
Pomadka to typowy sztyft o kolorze identycznym dla całej serii. Pachnie podobnie, chociaż tutaj bardzo wyczuwalne są nuty cynamonowe. Jeśli nie lubicie cynamonu, mogą Wam przeszkadzać. Ja go polubiłam już jakiś czas temu, kojarzy mi się on z Bożym Narodzeniem, dlatego narzekać nie będę.
Pomadka rozsmarowuje się bardzo gładko na ustach, pozostawiając warstwę ochronną o neutralnym kolorze. Chwała Bogu! Nie zniosłabym widoku żółtych ust! Zdecydowanie jej ogromnym plusem jest zarówno nawilżenie, jak i natłuszczenie, które występują momentalnie po nałożeniu pierwszej warstwy. Szczerze mówiąc, nie trzeba ich więcej, aby poczuć ulgę dla suchych skórek. Lubię aplikować ją na noc, choć już grubszą warstwą. Rano moje usta są odżywione i nawet mocno wysuszające matowe pomadki nie są im straszne, a prezentują się o niebo lepiej. Po paru minutach może zacząć przeszkadzać Wam zapach, podobnie jak mi, który staje się taki jak w obu kremach. Jednak już po okołu 10-15 minutach staje się obojętny dla mojego nosa, a niektóre olejki wchłonęły się w skórę, przez co efekt nawilżenia pozostaje nawet wtedy, gdy pomadki nie mam już na ustach.
Z całej trójki to właśnie pomadka najbardziej przypadła mi do gustu i gości nie tylko w mojej torebce, ale także na szafce nocnej czyli tam, gdzie mam ją zawsze pod ręką.

Znacie te kosmetyki Sylveco? Który, Waszym zdaniem, zasługuję na najlepszą ocenę?
Czytaj dalej »

piątek, 20 kwietnia 2018

Ava Laboratorium, Koktajle Młodości

O swoją cerę i jej dobry wygląd należy dbać od wczesnych lat dorosłości. Po 25 roku życia zaczyna tracić swoją jędrność i elastyczność. Są to naturalne procesy, które możemy zahamować lub spowolnić. Dziś przedstawię Wam dwa koktajle młodości, które testowałam w ostatnim czasie wraz z moich zdaniem na ich temat.

Kompleks nowoczesnych polimerów liftingujących i mikro-alg z Morza Czerwonego w postaci Liftonin®-Xpress natychmiastowo i długotrwale napina, nawilża i uelastycznia skórę. Badania in vivo potwierdziły do 74% redukcję zmarszczek w ciągu 30 dni.
Bogaty w aminokwasy i sole mineralne ekstrakt z białej perły pobudza procesy regeneracyjne i wygładza skórę. Odżywia ją i dodaje blasku.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Hydroxypropyl Methylcellulose, Pullulan, Hydrolyzed Pearl, Porphyridium Cruentum Extract, Sea Salt, Sodium Carbomer, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Pentylene Glycol, Carbomer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Hydroxycitronellal, Citronellol, Butylphenyl Methylpropional
Koktajl znajduje się w buteleczce wykonanej z ciemnego szkła z pipetką. Zapach ma przyjemny, może odrobinę męski, ale nie jest to uciążliwe. Koloru jest zamglonej bieli. Konsystencje pomimo, że to ciesz, ma dość stałą. Rozsmarowuje się bardzo dobrze, wtedy można już wyczuć wg mnie delikatny zapach pomarańczy, który utrzymuje się aż do całkowitego wchłonięcia kosmetyku. Następuje to w przeciągu minuty, max. dwóch czy trzech w zależności od ilości nałożonego koktajlu, chociaż jest bardzo wydajny. Jedna kropla wystarczy na zaaplikowanie go na połowie lub 40% twarzy.
Po całkowitym wchłonięciu skóra jest lekko klejąca, ale uczucie to znika po paru chwilach. Pozostaje gładkość, dobrze napięcie. Po przetestowaniu go nie zauważyłam spłycenia czy zmniejszenia zmarszczek, natomiast widoczne były efekty regeneracji. Skóra promieniała dobrą kondycją. Myślę, że przy jeszcze dłuższym stosowaniu pozytywne zmiany będą jeszcze lepiej zauważalne.

Niezwykle efektywne połączenie składników o kompleksowym działaniu odmładzającym. Pochodzący z czerwonych winogron, jeden z najsilniejszych naturalnych antyoksydantów – Resveratrol oraz głęboko nawilżający niskocząsteczkowy kolagen skutecznie przeciwdziałają starzeniu się skóry. Ten unikalny kompleks działa przeciwzapalnie, przedłuża żywotność komórek, chroni kolagen i elastynę, wymiata wolne rodniki. Koktajl w widoczny sposób spłyca i wygładza zmarszczki, rozjaśnia i zmniejsza przebarwienia. Kompleks witamin A, E i F poprawia nawilżenie, elastyczność i jędrność skóry.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Isopropyl Myristate, Hydrolyzed Collagen, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycine Soja Oil, Pichia/Resveratrol Ferment Extract, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Linoleic Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Parfum
Sposób użycia
Pod względem wyglądu zewnętrznego drugi koktajl nie różni się niczym od pierwszego. Oba produkty zamknięte są w takim samym kartoniku czy buteleczce z pipetką. Zmiany zauważalne są już w konsystencji, kolorze czy zapachu. Jest to kosmetyk płynny, przypominający bardzo rozrzedzoną glicerynę, prawie tak płynną jak woda, na dodatek o takiej samej barwie, czyli całkowicie transparentnej. Zapachem, w moim odczuciu, przypomina brzoskwinię połączoną z miętą. Fajny, orzeźwiający aromat, który w zupełności nie przytłacza.
Koktajl rozsmarowuję się dobrze, przez swoją płynną formę jest jeszcze bardziej wydajny niż poprzednik. Po wchłonięciu także jest kleisty, a zapach zdecydowanie zmienia swój aromat na bardziej chemiczny. Porównując działanie obu koktajli, a zrobiłam dodatkowo szybki test na dłoniach, uważam że ten sprawdza się nieco lepiej, jeśli chodzi o nawilżenie. Natomiast podczas aplikowania go na twarz mogłam zauważyć, że to nawilżenie było naprawdę głębokie i nie ustępowało po jednym dniu. Moje zmarszczki koło oczu, które powstały od zbyt dużej ilości śmiania się zostały spłycone, natomiast te na czole (zmarczki od zdziwienia) subtelnie wygładzone. Nie mam przebarwień, więc u mnie nie miały pola do popisu. Poprosiłam mamę o wykonanie testów u siebie i nie zauważyłyśmy spektakularnych zmian. 

Mając wybierać między tymi dwoma, nie potrafię wskazać jednoznacznie, który sprawdził się lepiej. Myślę, ze warto przetestować oby, aby na swojej skórze się przekonać o działaniu tych koktajli.

Znacie markę Ava i Koktajle Młodości? Który u Was sprawdziłby się lepiej?
Czytaj dalej »

czwartek, 19 kwietnia 2018

Perfecta Fenomen C, witaminowy krem do rąk, skórek i paznokci

Jako miłośniczka kremów do rąk mogłabym mieć ich naprawdę sporo. W sezonie zimowym poszukuję takiego, który jest konkretny - bardzo dobrze nawilża i regeneruje. Przez okres 3 miesięcy przetestowałam ich naprawdę wiele. Pochodziły z różnych firm, miały zróżnicowane konsystencje. Po tym czasie mniej więcej zorientowałam się co lubią moje dłonie, a czego, szczególnie w chłodne czy mroźne dni, powinnam unikać lub przetestować w inną porę roku. Dziś przygotowałam dla Was recenzję kremu z serii Fenomen C, która zrobiła mały szał wśród blogerek, pomimo że zdania o niej były mocno zróżnicowane. Zapraszam na wpis!

Fenomen C marki Perfecta intensywnie nawilżający witaminowy krem polecany jest do pielęgnacji skóry dłoni z tendencją do przesuszenia, która potrzebuje codziennej dawki nawilżenia i odżywienia, aby zachować miękkość i zadbany wygląd. Wyjątkowa, błyskawicznie wchłaniająca się formuła nie pozostawia uczucia tłustości i lepkości.
Efekt działania: zapewnia natychmiastową dawkę nawilżenia, doskonale pielęgnuje skórę dłoni oraz wpływa wzmacniająco na stan paznokci.
Składniki aktywne:
Komplex CTH - unikalne połączenie trzech skoncentrowanych form witaminy C - poprawia jędrność i elastyczność skóry.
Orange Butter - nawilża, regeneruje i odżywia skórę. Przywraca aksamitną miękkość i elastyczność.
Multi-vitamin kompleks witamin E i F - koi oraz łagodzi podrażnienia, wyrównując koloryt naskórka. 
Przebadano dermatologicznie.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glycine Soja Oil, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Glucoside, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Cera, Hydrogenated Vegetable Oil, Alcohol, Terminalia Ferdinandiana Fruit Extract, Lecithin, Sorbitol, Ascorbyl Glucoside, Panthenol, Glucose, Trilaureth-4 Phosphate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Dimethicone, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoliec Acid, Behenyl Alcohol, Sodium Polyacrylate, Disodium EDTA, Methylparaben, Ethylparaben, Octadecyl Di-T-Butyl-4-Hydroxyhydrocinnamate, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Buthyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexl Salicylate, Citral, D-Limonene, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Linalool, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Parfum, CI 15985, CI 19140.

Krem występuje w białym, walcowatym opakowaniu, w którym mieści się 140 ml kosmetyku. Na górze znajduje się pompka. Za to naprawdę ogromny plus, bo higiena zachowana jest do maksimum. Szata graficzna jest typowa dla tej serii - pomarańczowe tło z białymi i granatowymi napisami. Znajdują się na niej wszystkie najpotrzebniejsze informacje.
Krem jest koloru jasnopomarańczowego. W konsystencji z tych rzadszych, lekko wodnistych. Z początku pachniał mi bardziej jak kosmetyk dla mężczyzn, ale przekonałam się do niego. Możliwy do użytku przez 9 miesięcy po otwarciu.
Wchłania się bardzo szybko. Nie liczyłam tego z zegarkiem, ale myślę, że rzeczywiście może to być 30 s. Z rozsmarowywaniem go na dłoniach nie ma problemu. Ręce nawilża tylko przez pierwsze 5-7 minut, później wydają się być ponownie suche, ale występuje na nich film, więc dodatkowo miałam uczucie brudnych rąk. Zdecydowanie nie odżywia ich, a spierzchnięcie po spacerze bez rękawiczek po użyciu tego kosmetyku nie mija. O wzmocnieniu paznokci również nie ma mowy, suche skórki wokół nich nie ulegają poprawy. 
Producent w stosowaniu zaproponował aplikację 1-2 razy dziennie. Przy tym kremie to troszkę śmieszne, bo idąc za tą propozycją miałabym non stop suche dłonie.
W zimę moje dłonie potrzebują porządnego kopa, ten krem tego nie zapewnia, ale nie skreśliłam go. Przekręciłam zamknięcie i stoi w szafie czekając na cieplejsze dni, w których używam lżejszych kosmetyków pielęgnacyjnych.
Do przetestowania mam jeszcze peeling enzymatyczny i myślę, że ten sprawdzi się lepiej.

Miałyście ten krem? Co o nim myślicie? Polecacie konkretny kosmetyk z tej serii? 
Czytaj dalej »

środa, 18 kwietnia 2018

Biotaniqe, węglowe kosmetyki do pielęgnacji twarzy

O węglowych kosmetykach słyszałam już dawno temu. Nie miałam okazji ich wcześniej przetestować. Szczerze mówiąc nawet nie zauważyłam ich w Rossmannie w Chełmnie, co mnie szczególnie nie dziwi. Zazwyczaj nie ma tam połowy produktów, o których czytam na blogach, a być powinny. Bardzo ucieszył mnie fakt, że będę mogła wypróbować na własnej skórze markę Biotaniqe i ich kosmetyki.

Węglowy Żel Myjący to innowacyjna formuła, która w kontakcie ze skórą tworzy delikatną mikropiankę natychmiastowo rozpuszczającą makijaż oraz zanieczyszczenia. Głęboko oczyszcza i Detoksykuje skórę. Konsystencja fluidu przywraca skórze jedwabistą gładkość i nawilżenie, pozostawiając ją świeżą i idealnie czystą. Daje przyjemne uczucie orzeźwienia. Aktywny węgiel z drzewa Ubame przyciąga i absorbuje toksyny, usuwa martwy naskórek, eliminuje i zapobiega niedoskonałościom. Odblokowuje i ściąga pory.

SKŁAD: Aqua Purificata, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, PEG-7, Glyceryl Cocoate, Acrylates Copolymer, Polyquaternium-7, Charcoal Powder, Panthenol, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconistoc/Radish Root Ferment Filtrate, Acrylates Steareth-20 Methacrylate Copolymer, Glycereth-18, Glycereth 18 Ethylhexanoate, Polyglyceryl-10 Stearate, Polyglycein-10, Polyglyceryl-10 Myristate, Sodium Dehydroacetate, Parfum, Styrene/Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Alcohol, DMDM-Hydantoin, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Citric Acid.

Żel zamknięty jest w bardzo wygodnej, dość szerokiej, 250 ml tubie z pompką. Na szczęście jest ona transparentna/przezroczysta i widać ilość ubywającego produktu. Szata graficzna jest z tych prostych i minimalistycznych. Króluje w niej biel i srebro.
Żel ma kolor ciemnografitowy, a w swoim zapachu przypomina lek dla dzieci Panadol. Zaaplikowany na twarz, podczas wykonywania oczyszczającego masażu zmienia kolor na popielatą pianę. Po zmyciu wodą odczuwalne jest delikatne uczucie ściągnięcia. Nie jest ono bardzo uciążliwe.
Jak wiadomo, moim ulubionym sposobem oczyszczania twarzy jest szczoteczka soniczna. Jej drgania dodatkowo pomagają kosmetykom dobrze dotrzeć w każde zakamarki. Ten żel z usuwaniem makijażu radzi sobie bardzo sprawnie. Nie jestem przekonana czy oczyszcza głęboko. Porównywałam go z innym żelem i nie zauważyłam różnicy na plus dla Macro Hydra Therapy. Nie zapobiegał też niedoskonałościom. W tej kwestii lubię, gdy po spłukaniu wodą czuć mega odświeżenie, ale także gładkość cery. Tutaj w moim odczuciu jest to zwykły żel do mycia twarzy, z trochę zbyt naciąganymi obietnicami producenta.


Węglowy Peeling-Żel-Maska 3w1 to multifunkcyjny preparat zapewniający wielowymiarowe działanie peelingująco-oczyszczające. Skóra nabiera zdrowego blasku. Aktywny Węgiel z Bambusa dogłębnie oczyszcza skórę z nagromadzonych toksyn i zanieczyszczeń. Glinka Kaolin odbudowuje i ściąga pory. Mikrokropelki krzemowe łagodnie ścierając, wygładzają skórę twarzy. Papaina delikatnie rozpuszcza martwe komórki naskórka.

SKŁAD: Aqua Purificata, Stearic Acid, Isononyl Isononanoate, Hydrated Silica, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Isohexadecane, Isopropyl Myristate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Charcoal Powder, Kaolin, Papain, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Allantoin, Trehalose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Lecithin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Pumice, Ceteareth-20, Phenoxyethanol, Alcohol, Parfum, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Hydrogenated Polydecene, PPG-5 Laureth-5, Tetrasodium EDTA, Triethanolamine.

Węglowy kosmetyk 3w1 znajduje się w 150 ml tubie z nieco bardziej rozbudowaną szatą graficzną niż żel. Jego konsystencja to bardzo gęsty krem w drobinkami peelingującymi. Zapach przypomina mi drożdże.
Z reguły wychodzę z założenia, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ale bardzo chciałam go przetestować. Mój błąd jest taki, że nigdy nie umiem dokładniej rozróżnić, kiedy używam 3w1 jako peeling a kiedy jako żel, więc zdecydowanie wolę wersję pierwszą. Z maską nie mam problemu. Jako peeling-żel zachowuje się całkiem fajnie. Nie używam go do mycia twarzy i jej demakijażu, ale już po żelu. Drobinki w sposób delikatny ścierają mój martwy naskórek, skóra jest gładsza i troszkę lepiej oczyszczona. Podczas, gdy mam zaaplikowany ten produkt jako maskę, wyraźnie czuję szczypanie i dyskomfort związany z tym uczuciem, jednak wytrzymuję tyle ile jest zalecane. I mówiąc otwarcie, nie zauważyłam żadnej różnicy pomiędzy używaniem go jako żelu, peelingu czy maski. Efekt jest taki sam, więc potwierdziło się moje powiedzenie, a ja więcej nie zdecyduje się na kosmetyki wielofunkcyjne.


Biotaniqe, Pure Detox, węglowa czarna maska peel- off, 8 ml. Aktywny węgiel z drzewa Ubame + botaniczny wyciąg z dzikiej róży + woda probiotyczna pro.aQua. Usuwa zanieczyszczenia i martwy naskórek, oczyszcza pory i absorbuje sebum, wygładza i detoksykuje skórę.

Maska zamknięta jest w tubie o podobnym wyglądzie do poprzedniego kosmetyku, jednak jest już bardziej świecąca. W konsystencji i kolorze jest bardzo smolista, przez co trudność sprawia nałożenie jej - wszystko przykleja mi się do palców.
Myślę, że nie zdziwi Was to, iż był to produkt, którego przetestowania oczekiwałam najbardziej i w środku dnia zmyłam cały makijaż, aby móc to zrobić. Za każdym razem pozostawiam ją do całkowitego wyschnięcia, ale jeśli nałożę jej grubszą warstwę czas wydłuża się i nigdy nie zmieściłam się w tym, sugerowanym przez producenta. Gdy jest dobrze wyschnięta czuć lekkie ściągnięcie. Przy pierwszym ściąganiu, a miałam ją na całej twarzy, sprawiła mi ogromny ból. Z jednej strony się cieszyłam, bo wyobrażałam sobie jak wyciąga moje zaskórniki otwarte, które zaraz zauważę na resztkach maski. Guzik! Po prostu wyrywała włoski. Bardzo średnio oczyściła moje zatkane pory, ale oddać jej trzeba, że skóra jest gładka, chociaż zaczerwieniona i piecze. Nie zniechęciłam się i miałam nadzieję każdorazowo ją aplikując. Na marne. Marzenie o tym, aby zaskórniki zostały na tej folii, tak jak widuję to na internecie i innych blogach, prysnęło.


Węglowy Regulujący Krem/Maseczka na Noc działa, gdy skóra przechodzi w tryb nocnej regeneracji. Innowacyjna, lekka formuła ułatwia pozbywanie się szkodliwych toksyn, zapobiegając powstawaniu niedoskonałości. Reguluje nadprodukcję sebum, przez co skóra odzyskuje matowy, nieskazitelny wygląd na cały dzień.
MicroKuleczki Węgla w kontakcie ze skórą rozpuszczają się tworząc na jej powierzchni aktywny detoksykująco-regulujący film. Wyciąg z Białej Herbaty działa silnie antyoksydacyjnie, neutralizuje wolne rodniki, hamując procesy starzeniowe.
Woda probiotyczna pro.aQua chroni skórę i wspiera jej naturalne funkcje. Przywraca komfort i ukojenie.
Innowacja! Węglowy Detoks skóry.
Aktywny Węgiel przyciąga zanieczyszczenia jak magnes i absorbuje je dzięki swojej porowatej strukturze. Wspomaga usuwanie nagromadzonych w skórze toksyn. Neutralizuje oddziaływanie szkodliwych czynników zewnętrznych przyczyniających się do powstawania niedoskonałości.
Testowany dermatologicznie. Nie zawiera parabenów.

SKŁAD: Aqua Purificata, Triethylhexanoin, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Acrylates Copolymer, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, dimethicone, Trehalose, Camellia Sinensis Leaf Extract, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Glycereth-18, Glycereth-18 Ethylhexanoate, Carbon Black, Microcrystalline Cellulose, Lactose, Propylene Glycol, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Allantoin, Lecithin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium EDTA, Parfum.
Krem znajduje się w kartoniku pasującym do wszystkich kosmetyków węglowych. Wewnątrz znajduje się słoiczek. Nie lubię takich rozwiązań. Są mało higieniczne, a w tak ważnym kosmetyku, powinno być to zachowane do maksimum. Zapach ma naprawdę przyjemny, a konsystencja jest z tych rzadszych. 
U mnie krem to zawsze ostatni etap wieczornego spa, ale tutaj nie wiem co mam powiedzieć... Niby w jakimś stopniu reguluję pracę gruczołów i twarz się mniej świeci, ale większość obietnic ni w ząb się u mnie nie sprawdziła. Ale od początku. Drobinki wcale nie rozpuszczają się podczas kontaktu ze skórą. Trzeba na nie nacisnąć, aby pękły. Wówczas robią czarne smugi i dopiero te łączą się z pozostałą częścią kremu. Czy zahamował procesy starzenia? Przez miesiąc testowania tego nie zauważyłam, ale wątpię, aby to zrobił. Są do tego przeznaczone kosmetyki, a tutaj znowu sprawdza się powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Nie rozumiem dlaczego, krem węglowy, który powinien zabezpieczać przed powstaniem niedoskonałości, ma jeszcze hamować procesy starzenia... Czy przywrócił mi ukojenie? Nie sądzę. Ukojenie przynosi mi tonik - woda różana oraz zaaplikowane wcześniej serum. Wspomaga usuwanie nagromadzonych toksyn - nic takiego nie zauważyłam :).  Co do szkodliwych czynników zewnętrznych wypowiadać się nie będę, bo myślę, że tutaj bardziej doświadczone są dziewczyny z południa Polski.
Jest to bardzo średni krem, po którym oczekiwałam dużo więcej.
Podsumowując, jestem nieco zawiedziona. Zachęcona opiniami o genialnych właściwościach kosmetyków węglowych rozczarowałam się. Na dłuższą metę u mnie nie wykazały innowacyjnych właściwości, których nie mają inne produkty.

Znacie markę Biotaniqe? Lubicie te kosmetyki? Co sądzicie o tym węglowych? 
Czytaj dalej »

wtorek, 17 kwietnia 2018

Etnoświat, pas luffa do mycia pleców i peelingu

Od zawsze miałam problem, aby umyć sobie plecy. Szczególnie, gdy byłam w ciąży. Wyginanie w wannie mi nie służyło, więc musiałam poprosić męża. Długo zwlekałam z kupieniem pasa, który by mi to ułatwił, chociaż sama nie wiem dlaczego. Od kiedy go posiadam wszystko się zmieniło, a czynność sprawiająca tyle trudności stała się banalnie łatwa i miła. Dużą pomocą okazał się pas luffa, o którym dziś kilka słów.
Pas do peelingu i kąpieli - po jednej stronie oryginalna egipska luffa (loofah), po drugiej tkanina frotte (egipska bawełna). Pas posiada dwa wygodne uchwyty. Produkt w 100% naturalny.

Luffa (Loofah) to roślina pnąca z żółtymi kwiatami. Owoce jej są cylindryczne, a podczas dojrzewania wnętrze transformuje się w gęstą sieć włókien na kształt siatki. Jest to jedyna znana roślina, która jest hodowana i może być używana właśnie jako gąbka.
Luffy były uprawiane już setki lat temu w celu wprowadzenia luksusu podczas kąpieli. W orientalnych łaźniach arabskich były używane do delikatnego masażu całego ciała. Teraz jest to ogólnodostępny luksus dla każdego.

Właściwości gąbki luffa:

  • skóra przy systematycznym stosowaniu luffy staje się delikatniejsza, świeża, zdrowa, nabiera elastyczności i sprężystości, co czyni ją delikatną w dotyku.
  • jest to produkt hipoalergiczny, gdyż roślina, z której powstaje, nie zawiera koloryzujących barwników,
  • nie rozwijają się w nich bakterie, dzięki czemu są bardziej higieniczne
  • stymulują krążenie,
  • pomagają w profilaktyce zwalczania cellulitu,
  • działają jak naturalny peeling (złuszczają martwy naskórek), wygładzają skórę,
  • delikatnie wygładzają szorstkie miejsca na stopach, piętach, łokciach, kolanach i wszędzie tam, gdzie potrzebne jest działanie mocno peelingujące, wspomagają wchłanianie preparatów pielęgnujących skórę,
  • zapobiegają wrastaniu włosków po depilacji
Szczerze mówiąc wzięłam go w ciemno, nie czytając nawet opisu. Dopiero dziś dowiedziałam się, że można nim walczyć z cellulitem. Parę razy używałam go do peelingu, ale nie byłam świadoma, że radzi sobie z wrastającymi włoskami. Dla mnie najważniejsze było, aby pomógł dobrze umyć mi plecy. 
Przed pierwszym użyciem, po wyjęciu z paczki i czekając na swoją kolej jest płaski i dość szorstki. Po kontakcie z wodą zwiększa swoją objętość. Tak już pozostanie. Nawet, gdy po kąpieli go wysuszę nie zmniejsza się. Jest to dla mnie sygnał, że nikt inny przede mną go nie używał czy moczył. 
Na przygotowany pas aplikuję żel czy ulubione mydło. Wydaje mi się, że potrzeba go sporej ilości, bo wszystko wsiąka do wewnątrz. Wytwarzam pianę i myję daną część ciała, którą na koniec spłukuję wodą, podobnie jak pas. Mycie jest przyjemnością połączoną z masażem. Skóra staje się lekko zaczerwieniona, ale także dobrze oczyszczona i złuszczona. Pozostaje gładka, przygotowana na kolejny krok w pielęgnacji. Trudności sprawia dokładne wypłukanie pasa. Non stop mam wrażenie, że żel czy martwy naskórek nadal tam pozostają, chociaż producent zapewnia, że nie rozwijają się w niej bakterie. Zastanawiam się czy nie użyć jej także do twarzy. Ostatnio bardzo lubię każdy żel zmywać ze skóry za pomocą ściereczki czy gąbeczek. Myślę, że i ten pas świetnie by się spisał, jednak jest nieco za duży. Mimo to przetestuję go pod kątem wrastania włosów, bo to moja zmora. 
Takie naturalne myjki od zawsze się u mnie dobrze spisywały, więc nie dziwię się, że i ten dał radę. Uważam, że fajnie jest mieć coś takiego w łazience i po raz kolejny połączyć przyjemne z pożytecznym. 

Znacie pas luffa? Czego Wy używacie podczas kąpieli do mycia?
Czytaj dalej »